Kategorie: Wszystkie | Na zastępstwo | uroda nieoczywista | w dziuplowej kuchni
RSS

Na zastępstwo

czwartek, 21 marca 2013

Dziś rzecz będzie o pachniuchach. Od lat zukam czegoś, co spełni moje wymagania co do zapachów w domu. Po latach prób i doświadczeń wiem, co na pewno się  nie nadaje:
- kadzidełka-smierdzidełka
- tealighty wszystkie jak leci nawet IKEowe nie podołały
- aerozole, spraye, wody zapachowe
- żelowe pachnidła

Są jednak takie cuda, które mnie uwiodły i jestem im wierna oto co polecam.

1. Pierwszym, niezdetronizowanym dotąd przez nic i nikogo jest zapach do kontaktu Ambi Pur:

W skali 1-5 oceniam go na 5. Używam go zarówno w Gdańskiej Dziupli, jak i domu rodzinnym od kilku dobrych lat. W skład zestawu wchodzi aplikator do kontaktu i buteleczka z pachniuszkiem. Zestaw w Rossmanie czy supermarkecie to koszt około 20 złotych, a sam pachniuch później to jakies 13-14 złotych. Może to nie jest mało, ale zapach jest bardzo wydajny, nie wietrzeje szybko. A wydajność to w sumie też poniekąd nasza decyzja. Atomizer/aplikator posiada pokrętło z 5 stopniową skala intensywności zapachu, gdzie 1 to już delikatniuśki zapaszek do małych przestrzeni a 5 to intensywny zapach nawet do dużych pomieszczeń takich jak salon. Wypróbowałam kilka wersji zapachowych. Raz jeden, jedyny udało mi się trafić na zapach lawendowy byłam urzeczona. Więcej nie dostałam nigdzie tego zapachu. Przez moje atomizery przewinęła się cała paleta tych zapachów, najbardziej odpowiadają mi wszelkie świeżości a odpada tylko anti tabac.

2. Kolejna rzecz absolutnie nie zdetronizowana to produkt Air Wick:

Zakupiłam ten produkt pewnego razu w Biedronce, pod wpływem promocji 18 złotych za zestaw atomizer+ zapach. Początkowo stał u wejścia do domu i był widoczny, choć posiada dzyndzel do powieszenia i jak wyremontujemy owo wejście to zapach tam powróci i zawiśnie dyskretnie. Teraz od kilku miesięcy stoi sobie na klatce schodowej. W trzypiętrowym domu gdzie zapach kotletów, miesza się z odorem palonych w piwnicy papierosów zapach na klatce jest potrzebny, bo tam się te smrodki kumulują. Postawiłam atomizer na parapecie, brak zapachu lub wyczerpanie baterii obwieszcza nam dioda która jak jest wszystko w porządku to świeci sobie na zielono, a jak coś nie gra to na czerwono.  Baterie wtmieniam rzadko, nastawiony na środkową intensywność zapach też trzyma długo. Sprzęt posiada regulację intensywności zapachu, co jakiś czas wypuszcza mgiełkę zapachu. U mnie króluje "świeże pranie" i nie jestem w stanie przekonać się do innego. Raz kupiłam "lawendę" i niestety dla mnie po prostu śmierdziała. Ocena moja 5 bez żadnych zastrzeżeń.

3. Nowy mój nabytek to pachnące kijaszki:)

To też moja zdobycz z Biedronki. Kupiłam od razu dwa jeden  "praniowy" jeden orchideowy. Przezroczysta buteleczka, szklana, wypełniona glutowatymi kuleczkami zanurzonymi w gęstej, maziowatej substancji pachnącej. Do tego kijki, jak do szaszłyków.  Im więcej ich wbijemy do buteleczki tym intensywniej będzie nam pachnieć. U mnie w maciupeńkiej kawalerkowej łazienczynie, wbite są wszystkie, zapach jest intensywny, pachnie już miesiąc i przy często zamknietych drzwiach jest intensywny ale nie przeszkadza.  Testuję orchideę i jestem bardzo zadowolona. Tymczasem świeże pranie zawiozę do DOMU i tam ustawię w  większej przestrzeni i będę testować w trakcie świąt. Na razie daję temu 4+ bo nie wiem jak będzie się sprawdzać w dużym pomieszczeniu.

4. A teraz wyniki testu hitu internetu : tadadaaaaam Woski Yankee Candle

Zachęcona opiniami blogerek, kupiłam, wynalazłam na allegro, jeden kosztował koło 6 złotych. Zamówiłam te trzy widoczne na zdjęciu i jeszcze lawenda+cytryna. We flo dokupiłam do zestawu kominek - nie chciałam od razu wydawać dużej kasy na profesjonalny kominek do rozpuszczania wosków. Wszystkie woski pachną cudownie! Chciałabym spróbować jeszcze kilku zapachów, i pewnie skuszę się kiedyś na świece od nich. Są duże ale niestety dośc drogie, zamierzam kupić je na Boże Narodzenie, chciałabym mieć ich kilka i niewykluczone, że po prostu co miesiąc kupię jedną. Ale do wosków. Pachą dobrze, intensywnośc zapachu zależy właściwie od tego ile wosku, rozpuścimy w kominku. Trwałość... hmm jak sie przebywa wśród tego zapachu to przestajemy go czuć, ale jak się wejdzie do miejsca w którym wosk się rozpuszcza lub rozpuścił to jeszcze długo czuć. Ze wszystkich kupionych przeze mnie, najbardziej nie pasował mi Child Wish. Nie wiem czemu no ma coś w sobie że nie i już:). Zamówię kolejną partię, zupełnie innych a powtórzę lawedowo-cytrynowy. Oceniam na 5. Szarpnę się na profesjonalny kominek, może z okazji urodzin... moich albo czyichś:).

5. Niekwestionowanym cudem zapachów w moim domu są olejki eteryczne. Królową jest róża ale ostatnio przy przeziębieniu rozgrzewałam w kominku anyżkowy. Pachniało ładnie, dobrze mi się po nim oddychało.  Olejki eteryczne trzeba kupowac dobrej jakości, najlepiej w sklepach zielarskich, wtedy ma to sens.


Tyle o tym co w domu pachnie. Z newsów powiem że FLO upada, trwa w sklepach tych wielka wyprzedaż, a że idą święta trzeba się tam wybrać:).
Pierwszy dzien wiosny w Gdańsku pachnie śniegiem i kawą.

Dobrego dnia!:)

piątek, 08 marca 2013

Dawno mnie tu nie było, za sprawą absorbującej mój cały czas pracy, którą w końcu udało mi się znaleźć.

Do rzeczy. Pod wpływem mnóstwa opinii, mnóstwa blogerek urodowych oszalałam na tle olejów. Zafundowałam sobie olej Monoi i wcierałam go we włosy, systematycznie dwa razy w tygodniu na godzinę lub kilka przed myciem. Zainwestowałam w lniany olej Budwigowy - bo miał regulować zapotrzebowanie na cukier, miał mnie dobrze nawilzyć i zadbać o mnie od środka. Rozpuszczałam 1 łyżkę oleju w szklance ciepłej wody, 1 raz dziennie... codziennie. Olejowałam twarz, bo miało to uspokoić moją nieco trądzikową cerę problematyczną tak, że ciężko sobie wyobrazić. Do tego myłam buzię mydełkiem Alepp i przemywałam hydrolatem oczarowym i tonikiem pichtowym. Odstawiłam mojego zbawcę - Afronis. Apteczny środek, silnie alkoholowy który rzez długi czas był moim ukojeniem dla problematycznej cery. Jak wspomniałam minęły trzy miesiące... A ja siedzę przed lustrem i jestem bliska płaczu. Wyglądam sto razy gorzej, niż w okresie dojrzewania. Moja broda jest usiana przebarwieniami, plamami potrądzikowymi. Nie ma na niej milimetra bez plamy, czy wyprysku. Problematyczna dotąd strefa T była moim jedynym problemem, teraz "cuda" rozsiały się na policzki.
Afronis wrócił na półkę, a plan jest taki, że trzeba spotkać się z dawno niewidzianym doktorem dermatologiem i pewnie dostanę taki antybiotyk, albo jakieś hormoniska... że głowa siada. Zawiodłam się, bo jestem bardzo pro eko a okazuje się, że to nie dla mnie. Odstawiam oleje, bo uważam je za głowny problem. Zdaję sobie sprawę z tego, że skóra ma prawo się oczyścić... ale nie 3 miesiące non-stop i w tendencji nasilającej się.

Moja herbaciana szafka kuchenna oprócz mieszanki : koper włoski, anyż, majeranek,  zagościł jeszcze bratek - bo dobry na trądzik i  ziele uszczepu - z tego samego powodu. Może to też te herbaty. Nie wiem, pojęcia nie mam co. Daję sobie trzy tygodnie na uspokojenie tego stanu, bo doproadza mnie to do histerii. Nie polecam więc olejowego szaleństwa tym, którzy mają trądzikowy problem - bo to się może nasilić.

W najbliższym czasie postaram się zamieścić recenzje dwóch nowych mieszkańców mojej kuchni: ekspresu Russel Hobbs, i parowaru Philips.

Tymczasem moje marcowe zdobycze:

1. Próbka perfum Calvin Klein Sheer Beauty,
2. Próbka perfum Davidoff Cool Water - miała być damska, którą kocham, ale Pani wcisnęła mi męską. Też uwielbiam, Małż ma 50ml i pachnie... obłędnie.
3. Odżywka do włosów Jantar - kolejny hit internautek. Kupiłam, zapłaciłam 10 złotych, wcieram dopiero 5 dzień - co będzie tego nie wie nikt.
4. Ziele uczepu - na ten trądzik, piję od wtorku, niewiele mogę powiedzieć - chwilowo przepełnia mnie trądzikowa rozpacz.
5. Zbawca mojej twarzy - Król Afronis.
6. Krem do rąk Herbal Care - regenerujący do rąk i paznokci, alloesowy. Bardzo naturalny, zupełnie bez parabenów, do dostania w Naturze za 3 złote z groszami. Sprawdza się i to bardzo.
7. Korektor KOBO Perfect Kover Stick kolor 103 Beige - pomaga mi zatuszować te niespodziewanki skórne.
8. Podkład Catrice Infinite Matt, w oklorze 020 Honey Beige - pasuje mi - kolorowo, cenowo, przypudrowany trzyma się całkiem długo.
9. Anty-perspirant Ziaja Bloker - naprawdę skuteczny środek.
10. Collistar krem BB - jeszcze nie spróbowałam to jest próbeczka - jestem ciekawa tego produktu.
11. Zapach Cartier - cudny, świeży, z początku jakiś taki leśny, zatęchły ale jak się utlenia na skórze... marzenie
12. Zapach Lady Million - tak powinna pachnieć kobieta na wieczornym wyjściu.
I jeszcze czarne puzdereczka
z wierzchu Catrice Prima and Fine - puder rozświetlający - fajny, lekki produkt, na codzień do pracy. Nie błysczy się jak dyskoteka:)
pod nim  podkład Avon ideal flawless w kolorze ivory - swego czau mój hit nad hity, ale z kryciem pryszczy sobie nie radzi.

To tyle. Początek marca obfitował jeszcze w zapachy dla domu - dużo się dzieje a dziś dopiero 8!
Lecę smazyć szpinakowe naleśniorry:) Z okazji Dnia Kobiet wszystkim życzę dużo słońca, ciepła, szczęścia, zdrowia i miłości!!

Dobrego dnia.

czwartek, 07 lutego 2013

Ciężki dzień przede mną. Nowa bateria, którą wczoraj sprezentowaliśmy naszej wadze łazienkowej zmroziła nas... nieco. O ile Małż może cieszyć się z wyniku bo wiecznie chudy jak patyk, o tyle ja - wieczna pyza - mniej. A dzisiaj Tłusty czwartek. Nie jestem jakąś straszliwą fascynatką pączków, faworów, rurek z kremem i czego tam jeszcze - zawsze ale to zawsze zawsze po tych zakupionych w sklepach mam rewelacje żołądkowe - ból niemożebny. Ale, ale... w domu lubię zrobić pączki hiszpańskie, albo churros. I miałam taką cichą nadzieję, że apetyt i chęć zaspokojenia potrzeb cukrowych mojego Małża będą cudowną wymówką do zrobienia i zjedzenia takich pyszności. Ale ta wczorajsza waga... No way. Smażenie w domu bez okapu na 25m kwadratowych włazi we włosy, spodnie, kurtki, firany - we wszystko. Smażone tuczy, jest niezdrowe. Koniec i kropka. Ale tłusty czwartek atakuje mnie zewsząd więc odwracam swoją uwagę.
Kupiłam wczoraj w Bierdonce Azalię- drzewko, śliczne bladoróżowe za 10 złotych i dziś dokupię kolejne. Będzie się cudnie prezentowało w białych doniczkach na ciemnym dębowym parapecie.
Jakiś czas temu spragniona zapachu innego niż dymy kominów - bo tylko tym pachnie zimowa wieś - zaczęłam eksperymentować ze świecami zapachowymi. Na pierwszy ogień poszedł trójpak ciasteczkowy za 10 zł z IKEA. Ładnie wyglądają i z bliska pachną obłędnie, palą się długo, po wypaleniu zostają bardzo estetyczne szklane lampiony na tealighty. Zapach za to w skali 1-10 jest na...5 i szybko się ulatnia. Miałam trzy takie zestawy wszystkie o jednakowym zapachu. Potem zakupiłam cudnie opakowane świeczki różane też IKEA. Ceramiczny lampionik z różyczkami wokół, w środku różowy wosk o zapachu różanym:) To co poprzednio: zostają ładne lapionki na tealighty, z bliska pachną jak różany ogród, ale intensywność zapachu palącej się świecy pozostawia wiele do życzenia, według powyższej skali: 3. Teraz testuję 36 tealightów porzeczkowe bodajże też z IKEA za 10 czy niewiele więcej złotych. Pachną ładnie ale głównie zamknięte w szufladzie. Niestety w domu czuć je tylko jak już zgasną i jest to smrodek spalonego knota a nie porzeczkowy zapach wosku. Także jak poprzednio 3 i to z minusem.
Zakupiwszy ceramiczny, biały kominek we Flo nabyłam doń różany olejek. I... było dobrze. Pachnie ładnie, natężenie zapachu w zależności od ilości wlanego olejku ocena: 9.
Teraz "zasadzam" się na woski marki  Yankee Candle. Tylko mam problem - który wybrać, bo nie mam zupełnie pojęcia jak one mogą pachnieć. Boję się słodkich, ciężkich, lepkich, mdłych zapachów. I boję się, żeby na przykład zapach morski nie trącił kostką z muszli klozetowej. Na duże świece się na razie nie szarpnę bo szkoda mi pieniędzy zwłaszcza, że nie znam zapachów a ceny są... 80-90 zł. Ale zainwestuję w woski "na ślepo" na Allegro są po 6 złotych kupię więc kilka na próbę.  A w przyszłości kupię również ich marki kominek do palenia wosków bo w jednym jestem zakochana.
Zapachy, które na stałe mieszkają w moim domu, to olejki od Air Wick wkładane do kontaktu w łazience i spray "Świeże pranie" którego używam najczęściej latem w wietrzne dni spryskując delikatnie firanę.
Tymczasem korzystając z Gdańskiego słońca idę na spacer brzegiem morza, odwracając uwagę od tłustego czwartku.