Kategorie: Wszystkie | Na zastępstwo | uroda nieoczywista | w dziuplowej kuchni
RSS

w dziuplowej kuchni

środa, 13 lutego 2013

Masakra. Tak w skrócie można określić to, co udało mi się ze sobą zrobić na przestrzeni tygodnia. Lenistwo totalne doprowadziło mnie do tego, że przestałam się kontrolować. Składa się na to brak pracy i niezmienne siedzenie w domu, na dupie, na 25 metrach. Prawie się nie ruszam - więc kalorii nie spalam, ale dostarczam ich sobie... hoooo owszem tak. W weekend totalnie odpuściłam picie oleju i taki stan rzeczy utrzymuje się do dziś, pofolgowałam sobie nabiałem, zbyt dużą ilością spożytego pieczywa, zbyt późnym podjadaniem, wytrąbiłam puszkę piwa, zeżarłam bezwstydnie pączka, ze dwie chałwy... efekty są - a jakże. Twarz moja wygląda sto razy gorzej niż podczas oczyszczania olejem, guzy są większe, jest ich więcej, są bolesne, że o tym co pokazuje waga - nie wspomnę. Źle się dzieje skoro najwygodniej mi w o dwa numery za duzych na mnie spodniach dresowych Małża. Mam 6 tygodni żeby doprowadzić się do porządku. Nie wiem jak to zrobię, jakim sposobem pojęcia nie mam. Bieganie mnie obrzydza na samą mysl, na siłownię ani żaden fitness nie pójdę z racji bezrobocia. Kije do nordic-walking przecenili w Biedrze na 23 ziko i chyba to jest mój jedyny ratunek dopóki nie będzie aury na rower.
Tymczasem fascynuję się herbatą poleconą przez Alinę z bloga alinarose.pl. Mowa o herbatach Cosmoveda.Połączenie lawendy z ananasem intryguje mnie, więc już kupuję i będę degustować.
Za dzień walentynki - dotąd średnio obchodzone przez nas święto w tym roku będzie celebrowane. Małż zażyczył sobie krewetki - będą więc, do tego brokułowy krem z kaszą jaglaną dla żony i bez dla Małża i pewnie deser ale tylko jedna porcja i to nie dla mnie. Robię też sałatkę - przecudownie pyszną, na którą przepis na dnie wpisu.
Zaobserwowałam jeszcze zbawienną moc świeżego selera. Przemyciłam go w misie pełnej jabłek podczas wieczornego oglądania seriali - poszedł jak woda w obie strony:) Ma bowiem właściwości moczopędne i przeczyszczające, jest sam w sobie pyszny i ma 21kal w 100 gramach, jeszcze przekonam się do selera naciowego i będzie już w ogóle czad i bomba.
Kajam się zatem i wstyd mi za samą siebie i przed samą sobą że się dopuściłam takiego obleśnego stanu.

Sałatka czadowa!:)
Opakowanie sałaty - rukola
Pierś z kurczaka
Pestki dyni
Ser żółty 20 dag (mozna sobie darować)
Cytryna

Kurczaka kroimy w drobną kostkę, obsypujemy ulubioną przyprawą u mnie to pieprz, sól i tymianek, smazymy na suchej patelni. Sałatę myjemy, wrzucamy do miski, na to kurczak, na ro starty na dużych oczkach żółty ser. Pestki dyni prażymy na patelni posypujemy na wierzch. Z soku z połowy cytryny, oraz ulubionych przypraw robimy sos, polewamy sałatkę i już. Koniec.:)

poniedziałek, 04 lutego 2013

Zaczynam dzisiaj od recenzji sprzętu wyciskającego sok z wszelkiej maści owoców i warzyw.
Zelmer Juice Maker dostałam w prezencie ślubnym we wrześniu od mojego ukochanego szwagra na moją wyraźną prośbę. Od tego czasu używam tej cudnej maszyny dość regularnie. Raz lub kilka razy w tygodniu w zależności od posiadanego czasu.
Co o niej myślę...:
1. Jest nieduża, wąska, czarno-srebrna  pasuje stojąc w tradycyjnej kuchni jak i w nowoczesnej a jeśli miałaby być schowana to też nie zajmie dużo miejsca.
2. Dołączone są do niej dwa dzbanki przezroczyste po 1200 ml każdy - jeden na sok drugi na odpady od warzyw/owoców/ziół/liści
Odpady, które zbierają się do jednego z dzbanków są absolutnie suche, jak wióry/ trociny dla chomika - znaczy sok jest wyciśnięty do granic możliwości, niestety sam sok który wpada do dzbanka nie jest zupełnie klarowny. Na dnie osadza się taki jakiś mus, pulpa - ze wszystkiego. Mam na to swój patent : na dzbanek nakładam plastikowe sitko, dzięki czemu pulpa zostaje na nim i nie wpada do dzbanka.
3. Maszyna jest głośna. Bardzo i to jest jej minus.
4. Wewnątrz składa się z sita/przecieraka który nie myje się zbyt cudownie. Trzeba na to poświęcić troszkę czasu i przyłożyć się żeby było to czyste i zadbane.
5. Warzywa/owoce wcześniej warto sobie przygotować: wyszorować niekoniecznie obierać bo skóra zawiera najwięcej witamin, pokroić na kawałki w przeciwnym razie maszyna dławi się ma ciężko z tarciem.
6. Soki są do spożycia teraz zaraz ewentualnie przechowane w lodówce wytrzymają 24 godziny.
 Soki robię z tego co popadnie choć zwykle w dwóch wariantach smakowych, bowiem mój Małż nie wszystkie połączenia warzywne toleruje.
Dziś do obiadu serwuję wersję Żonową:
Kilogram buraków - małych
Dwa jabłka - koksa pomarańczowa  zostawia najmniej pulpy
Dwie Marchewki
Seler - raczej średni
500 ml
Oraz Wersję Mężową:
Kilogram marchwii
Trzy jabłka
Połowa selera.
800ml.
Próbowałam już też przecierać natkę pietruszki chociaż pora roku jest średnia na pietruszkę... to sok wyszedł pyszny. Połączyłam ją z jabłkami, a pęczki natki były dwa. Soku wyszła szklanka ok.250ml więc roboty było sporo przed zrobieniem soku i po - przy myciu maszyny a efekt ilościowy średniuchny.
Moja opinia: Nie kupiłabym sobie tego cuda sama, byłoby mi szkoda pieniędzy a tak mam i używam. Jestem bardzo zadowolona, soki mają świetny smak, jest ich dużo. Wiosną planuję zrobić własny sok z pokrzywy z pomocą właśnie tej maszyny. Polecam, ale przede wszystkim fanatykom świeżych soków, tym którzy lubią wiedzieć co tak naprawdę piją.

Tymczasem po weekendzie w maminej kuchni trzeba dojść do własnego nawyku żywieniowego. Idąc tym tropem w garach bulgocze dziś dietetyczny jaglany krupnik.
Wynalazłam go wertując książkę Stefanii Korżawskiej "Odchudzanie bez odchudzania", która pisze tam że to jest dobra zupa oczyszczająca, można pić ją  4-5 razy dziennie w diecie oczyszczającej właśnie. Uważam że to właśnie zupy a nie drugie dania stanowią bazę naszych obiadów. Gorące, pożywne dostarczają witamin i rozgrzewając wspomagają metabolizm.

Dietetyczny jaglany krupnik oczyszczający:
2 selery
5 marchewek
0,5 cebulki
1 liśc laurowy
2 kuleczki ziela angielskiego
pieprz/sól do smaku.
opcjonalnie suszone grzybki
Seler i marchew trę na tarce, na oczkach jarzynowych, zalewam wodą wrzucam listek i ziele - zagotowuję. Po chwili gotowania dorzucam trzy- 4 łyżki kaszy jaglanej uprzednio przepłukanej. Gotuję. Kiedy już kasz zmięknie dorzucam namoczone uprzednio suszone grzyby, doprawiam.Gotuję znów chwilę dodaję koper i natkę - bo uwielbiam... i zjadam gorącą, pyszną... mniam

Ponieważ dzisiaj w Gdańsku nie ma już zimy, śnieg się zdematerializował, mrozu nie ma, ptaszory zaczęły śpiewać i choć nie ma słońca to jest tak wczesno-wiosennie...ach marzenia:)
Kupiłam olej budwigowy za 0,5l. zapłaciłam 15 złotych. Cudnie.
Teraz zakupię jeszcze olej migdałowy do OCM-u. Guzy na twarzy niestety wciąż się pojawiają, bolą, nie wyglądam ślicznie ale trwam w postanowieniu. Chociaż w tym bo ćwiczenia z Ewą Chodakowską odpuściłam, ale wrócę do nich.

Ciepłej zupy i dobrego dnia!

wtorek, 22 stycznia 2013

Zdrowy tryb życia nie jest moją mocną stroną, ale raczej jeśli chodzi o aktywność fizyczną a nie o sposób odżywiania. Szczerze jednak przyznać muszę, że mam swoje małe grzechy, a największym kusicielem jest mój ukochany mąż. Mężczyzna postawny, wysoki szczupły, pracuje fizycznie szybko wszystko spala i kocha słodycze jeść i przynosić do domu. Stąd zdarza się chałwa, serniczek, ciacho, jakieś piwo, chipsy, słodkie rurki... Basta! Mężowi przyda się słodyczowy detoks a ja zaczynam "dwa tygodnie bez". Na początek bez tych słodyczy w ogóle i w ogóle bez alkoholu - ale z tym mam najmniejszy problem. Od pewnego czasu zwracam również uwagę na zawartość tłuszczy trans w produktach i omijam je w miarę możliwości szerokim łukiem.
o tych tłuszczach możecie poczytać w internecie. Generalnie są to utwardzone tłuszcze roślinne, niezbyt dobre dla naszego serca, zył, cholesterolu etc. Kolejnym moim "bezem" będzie mleko i szeroko pojety nabiał, bowiem okazuje się, że produkty tego typu nie są wcale zbawienne dla dorosłych zwłaszcza z cerą problemową. Ziemniaki i  cudaki z nich też raczej odstawiam. Chciałabym przy tym wszystkim zacząc się ruszać- czego nienawidzę ale może spróbuję z Ewą Chodakowską... powinnam.
Na dzień dobry łykam tran z rekina - dla mojej odporności, piję łyżkę oleju lnianego rozpuszczoną w szklance ciepłej wody no i zjadam śniadanie... chwilowo  ciężko je nazwać modelowym. Zaczynam więc walkę o siebie, o swoją kondycję, skórę, odporność. Przygotowuję się do nadchodzącej wiosny, lata, nowych wyzwań, może nawet ciąży. Czas najwyższy coś zmienić! A dzisiejszy dzień jest dobry do zaczęcia zmian... jak każdy inny:)
O perypetiach i jadłospisie będę informować.