Kategorie: Wszystkie | Na zastępstwo | uroda nieoczywista | w dziuplowej kuchni
RSS

uroda nieoczywista

piątek, 22 marca 2013

W ramach ostatnich rozmów w pracy, na temat stanu uzębienia postanowiłam wysilić się na ten wpis.  O kolorze zębów będzie.
 Papierosów nie palę, kawa - od czasu do czasu, w życiu codziennym głównie zielona herbata i zioła a jednak...
Trzy miesiące przed ślubem uparłam się jak pięciolatka, że muszę wybielić zęby, bo mam jakieś takie... nie takie jak powinnam mieć. Pomijając fakt, że dół mam krzywy jak Matko Boska, ale na założenie aparatu wciąż się zbieram i zbieram i nic z tego nie wynika.
W  czerwcu w Super Pharm Małż zakupił mi zachciewajkę. Zestaw "Biała Perła" za około 60 złotych. Zestaw wyglądał tak o: (ponieważ mój juz jest w potrzasku, korzystam ze zdjęcia http://caths-life.blogspot.com )

Czyli to są aplikatory gumowe do nakładania na zęby, żel wybielający i strzykaweczka do aplikacji żelu. Gumowce wkłada się do ciepłej wody pod wpływem której można dopasować je do kształtu własnej szczęki. Żelu wyciskamy ociupinę, bo potem wyłazi z tych aplikatorów i nie jest przesmaczny. Uzywałam tego wynalazku od czerwca do września w miarę regularnie - 2 razy dziennie po myciu, nosząc to przez godzinę. Na początku śliniłam się jak buldog, ale mi przeszło do tego stopnia, że nawet jeździłam rowerem z tym czymś w buzi. Dyskutować na tematy ważne w tym sprzęcie nie polecam ale da się w tym robić wszystko, z tym że nie zasypiamy z żelem w buzi.  Efekt był powalający.  Przez ten czas zęby nie popsuły mi się, nie bolały ani zęby ani dziąsła, nie zdarzyło się nic niepokojącego. Wręcz przeciwnie - w dniu ślubu zęby miałam jak perełki. Podczas stosowania zestawu zużyłam jedną cała tubkę żelu i kolejną zaczęłam i zaniechałam - z lenistwa.  A może chciałam dla zdrowotności zrobić przerwę - nie pamiętam. Teraz minęło pół roku, bieli i perłowatości zębów ja już nie dostrzegam, ale ludzie  z którymi pracuję to widzą. Produkt oceniam na 10,5 w 5 stopniowej skali. Wart swojej ceny, a systematyczność i cierpliwość zostanie nagrodzona.
Zapuściłam się jeśli chodzi o biel zębów i zamierzam to zmienić. Przymierzam się do zakupu Blanx'a. Tylko musze przewertować internet w poszukiwaniu opinii kogoś kto już używał.

Dziś dzień Wody. Pijmy ją czyni cuda! Dobrego piatku:)

sobota, 16 lutego 2013

Wszyscy mieli grypę - mam i ja! Choróbsko dorwało mnie w domu rodzinnym, zatkało nos i drapiąc w gardło powoduje kaszel. Delikatny nieład panujący wszędzie nie pozwolił mi jednak oddać się byczeniu i chorowaniu, więc musiałam się jakoś ratować. Z pomocą przyszedł mi pewien pachnący olejek ale o nim innym razem bo dzisiaj o włosach.
Niedawno, na blogu alinarose.pl zetknęłam się z kosmetykami Babuszki Agafii, zaopatrzyłam się w serum do 35 roku życia i drożdżową  maskę do włosów wspomagającą ich porost.
Oto skrócony opis "aktu urodzenia" tegoż produktu:






RECEPTURY BABUSZKI AGAFII:

DROŻDŻOWA MASKA DO WŁOSÓW
STYMULUJE WZROST WŁOSÓW
Sposób użycia:
Nanieść maskę na czyste i wilgotne włosy i skórę głowy. Rozprowadzić równomiernie. Po 1-2 minutach zmyć ciepłą wodą.
Objętość opakowania:  300ml
Skład: Aqua with infusions of: Yeast Extract, Betula Alba Juice; enriched by extracts: Inula Helenium Extract, Arctostaphylos Uva Ursi Extract, Silybum Marianum Extract, Cetrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum; cold pressed oils: Triticum Vulgare Germ Oil, Ribes Aureum Seed Oil, Pinus Sibirica Cone Oil, Rosa Canina Friut Oil, Ascorbic Acid, Panthenol, Glucosamine, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid,  Sorbic Acid.

Czas  na moje zdanie i będzie to metoda zalet i wad, zacznę od zalet:

Plusem
jest zapach,  ponieważ nie dusi, nie odrzuca, nie ma woni nachalnych perfum zgnil
ego siana a tym bardziej drożdży.
+ cena, zapłaciłam za nią 22 złote już z przesyłką
+ dobrze się rozprowadza
+ skład fajny, naturanly
+ ładna etykieta taka właśnie staro-modne eko:)

Minusy:
Wadą produktu jest konsystencja - nie przypomina to maski, raczej zwykłą odżywkę - lejąca maź
kolejny minus to opakowanie takiej rzadygi - po otwarciu paczki byłam przekonana że zawartość słoika wyleje mi się na ręce
- dozowanie a to już wynika chyba z poprzednich dwóch wad - to powinno być zamknięte w tubce albo butelce z pompką
- wydajność - jak wydobędę  odżywkę/maskę ze słoja to albo jest jej za mało, albo za dużo i mi się rozpaćkowuje po całej podłodze

Wrażenia użytkowe:
Maskę stosowałam 1razy w tygodniu pod czepkiem 30-40 minut, i wg zaleceń producenta 1-2 minuty, wcierałam  w skalp i nakładałam na same włosy - nie obciąża, włosy dobrze się rozczesują, ładnie pachną, są gładkie i lśnią. Niestety zależało mi troszkę na tym poroście a niewiele z tego wynikło. Być może za krótko ją stosuję bo to moje pierwsze opakowanie, może powinnam używać ze trzy miesiące... ciężki temat, bo odrzuca mnie przede wszystkim ta konsystencja i to opakowanie nieporadne do tego produktu. Używać - nie używać dalej oto jest pytanie...
czwartek, 31 stycznia 2013

A więc poszło mi tak sobie...
Butelka oleju lnianego już prawie pusta, łącznie picie trwało nieco ponad dwa tygodnie, z tym, że zastępuję ostatnio masło olejem lnianym podczas smarowania bułek a także dodaję ów cud do surówek i OCM - więc zuzycie mam spore. Pani w świetnym sklepie zielarskim powiedziała mi, że 0,5l oleju lnianego, przy spożywaniu 1 raz dziennie po 1 łyżce przez1 osobę starcza na 21 dni. Mój zafundowałam w sklepie pod blokiem, kosztował ponad 10 złotych a teraz pójdę w Budwigowy.

Wrażeń moc.
Jeśli chodzi o wyrównywanie poziomu cukru przez olej lniany, a co za tym idzie zmniejszenie "ciągoty do słodyczy" to się nie zgadzam. Mnie jak ciągnęło tak ciągnie.
Buzia mi dziękuje serdecznie za to czym ją odzywiam od środka - olej oczyszcza mi organizm - wywaliło mi takie guzy na twarzy jakich świat nie widział. To niestety norma oczyszczeniowa.
Skóra bez szczególnego balsamowania jest nawilżona w stopniu... poprawnym. Daleko jeszcze do ideału, natomiast nie wygląda już jak żywy pumeks.
Poprawił mi się stan włosów mam masę baby hair, paznokcie rosną zdrowe i mocne, nie zadzierają mi się skórki, nie mam zajadów.
Przede wszystkim przeszliśmy z Małżem sezon grypowy i pluchę bez uszczerbku na zdrowiu bez najmniejszego katarku.

Upadać jest rzeczą ludzką
Bilans tego tygodnia to 3 chałwy i 1 piwo słodkie. Przyznaję poległam na tym polu a weekend nie zapowiada się lepiej bo wizyta w domu i tam rozpusta kulinarna w wykonaniu mojej mamy.

W kuchni zagościła kiełkownica - chlebaka dorobić sie nie możemy ale takie wynalazki kupujemy z zapałem. Urządzenie zakupione na Allegro za jakieś tam 20 złotych + kiełki:
- brokuła
- siemienia
- kolendry
- rzeżuchy
-rzodkiewki
- słonecznika.
Wysiew rozpoczęty: brokuł, rzeżuszka i słonecznik siedzą w machinie od wtorku podlane są dziś po raz drugi w swym żywocie i już... kiełkują - bo co innego mają robić.
Moc witamin nieprzebrana w nich tkwi więc... siejmy!

Herbata si ju lejter.
Olaliśmy herbatę jakiś czas temu. Z książek Stefanii Korżawskiej - bogini ziół i zdrowego żywienia - wyczytałam mieszankę taką oto:
- 50 g. owocu anyżu
-50 g . kopru włoskiego
-50g. majeranku
Ja daję wszystkiego po setce bo co to jest tyle. Herbata ma cudny smak dzięki anyżowi i cudny zapach. Według moich ustaleń świetnie wpływa na trawienie redukuje (potworne w moim wypadku) bóle menstruacyjne do zera.
Oprócz tego pijemy pokrzywę suszoną - na oczyszczenie i bratek - dla trądzikowców.
O herbatach napiszę w poniedziałek, bo to ciekawy długi temat.

Wyzwania kolejne
 Udaje mi się unikać nabiału w prostej postaci. Zeżarłam tylko twarożek w tym tygodniu ale z taką ilością Biedronkowych kiełków że właściwie to były kiełki z odrobinką twarożku.
Od poniedziałku wcielam w życie siemię lniane, mleko owsiane - made by my self a także kontynuuję zabawę z olejem Lnianym teraz Budwigowym, tak by to trwało 3 miesiące.
Nie żreć słodyczy, nie spożywać alkoholu ani trochę ani wcale!!!!

Pijmy olej, jedzmy kiełki a świat stanie się piękniejszy.