czwartek, 31 stycznia 2013

A więc poszło mi tak sobie...
Butelka oleju lnianego już prawie pusta, łącznie picie trwało nieco ponad dwa tygodnie, z tym, że zastępuję ostatnio masło olejem lnianym podczas smarowania bułek a także dodaję ów cud do surówek i OCM - więc zuzycie mam spore. Pani w świetnym sklepie zielarskim powiedziała mi, że 0,5l oleju lnianego, przy spożywaniu 1 raz dziennie po 1 łyżce przez1 osobę starcza na 21 dni. Mój zafundowałam w sklepie pod blokiem, kosztował ponad 10 złotych a teraz pójdę w Budwigowy.

Wrażeń moc.
Jeśli chodzi o wyrównywanie poziomu cukru przez olej lniany, a co za tym idzie zmniejszenie "ciągoty do słodyczy" to się nie zgadzam. Mnie jak ciągnęło tak ciągnie.
Buzia mi dziękuje serdecznie za to czym ją odzywiam od środka - olej oczyszcza mi organizm - wywaliło mi takie guzy na twarzy jakich świat nie widział. To niestety norma oczyszczeniowa.
Skóra bez szczególnego balsamowania jest nawilżona w stopniu... poprawnym. Daleko jeszcze do ideału, natomiast nie wygląda już jak żywy pumeks.
Poprawił mi się stan włosów mam masę baby hair, paznokcie rosną zdrowe i mocne, nie zadzierają mi się skórki, nie mam zajadów.
Przede wszystkim przeszliśmy z Małżem sezon grypowy i pluchę bez uszczerbku na zdrowiu bez najmniejszego katarku.

Upadać jest rzeczą ludzką
Bilans tego tygodnia to 3 chałwy i 1 piwo słodkie. Przyznaję poległam na tym polu a weekend nie zapowiada się lepiej bo wizyta w domu i tam rozpusta kulinarna w wykonaniu mojej mamy.

W kuchni zagościła kiełkownica - chlebaka dorobić sie nie możemy ale takie wynalazki kupujemy z zapałem. Urządzenie zakupione na Allegro za jakieś tam 20 złotych + kiełki:
- brokuła
- siemienia
- kolendry
- rzeżuchy
-rzodkiewki
- słonecznika.
Wysiew rozpoczęty: brokuł, rzeżuszka i słonecznik siedzą w machinie od wtorku podlane są dziś po raz drugi w swym żywocie i już... kiełkują - bo co innego mają robić.
Moc witamin nieprzebrana w nich tkwi więc... siejmy!

Herbata si ju lejter.
Olaliśmy herbatę jakiś czas temu. Z książek Stefanii Korżawskiej - bogini ziół i zdrowego żywienia - wyczytałam mieszankę taką oto:
- 50 g. owocu anyżu
-50 g . kopru włoskiego
-50g. majeranku
Ja daję wszystkiego po setce bo co to jest tyle. Herbata ma cudny smak dzięki anyżowi i cudny zapach. Według moich ustaleń świetnie wpływa na trawienie redukuje (potworne w moim wypadku) bóle menstruacyjne do zera.
Oprócz tego pijemy pokrzywę suszoną - na oczyszczenie i bratek - dla trądzikowców.
O herbatach napiszę w poniedziałek, bo to ciekawy długi temat.

Wyzwania kolejne
 Udaje mi się unikać nabiału w prostej postaci. Zeżarłam tylko twarożek w tym tygodniu ale z taką ilością Biedronkowych kiełków że właściwie to były kiełki z odrobinką twarożku.
Od poniedziałku wcielam w życie siemię lniane, mleko owsiane - made by my self a także kontynuuję zabawę z olejem Lnianym teraz Budwigowym, tak by to trwało 3 miesiące.
Nie żreć słodyczy, nie spożywać alkoholu ani trochę ani wcale!!!!

Pijmy olej, jedzmy kiełki a świat stanie się piękniejszy.

wtorek, 22 stycznia 2013

Zdrowy tryb życia nie jest moją mocną stroną, ale raczej jeśli chodzi o aktywność fizyczną a nie o sposób odżywiania. Szczerze jednak przyznać muszę, że mam swoje małe grzechy, a największym kusicielem jest mój ukochany mąż. Mężczyzna postawny, wysoki szczupły, pracuje fizycznie szybko wszystko spala i kocha słodycze jeść i przynosić do domu. Stąd zdarza się chałwa, serniczek, ciacho, jakieś piwo, chipsy, słodkie rurki... Basta! Mężowi przyda się słodyczowy detoks a ja zaczynam "dwa tygodnie bez". Na początek bez tych słodyczy w ogóle i w ogóle bez alkoholu - ale z tym mam najmniejszy problem. Od pewnego czasu zwracam również uwagę na zawartość tłuszczy trans w produktach i omijam je w miarę możliwości szerokim łukiem.
o tych tłuszczach możecie poczytać w internecie. Generalnie są to utwardzone tłuszcze roślinne, niezbyt dobre dla naszego serca, zył, cholesterolu etc. Kolejnym moim "bezem" będzie mleko i szeroko pojety nabiał, bowiem okazuje się, że produkty tego typu nie są wcale zbawienne dla dorosłych zwłaszcza z cerą problemową. Ziemniaki i  cudaki z nich też raczej odstawiam. Chciałabym przy tym wszystkim zacząc się ruszać- czego nienawidzę ale może spróbuję z Ewą Chodakowską... powinnam.
Na dzień dobry łykam tran z rekina - dla mojej odporności, piję łyżkę oleju lnianego rozpuszczoną w szklance ciepłej wody no i zjadam śniadanie... chwilowo  ciężko je nazwać modelowym. Zaczynam więc walkę o siebie, o swoją kondycję, skórę, odporność. Przygotowuję się do nadchodzącej wiosny, lata, nowych wyzwań, może nawet ciąży. Czas najwyższy coś zmienić! A dzisiejszy dzień jest dobry do zaczęcia zmian... jak każdy inny:)
O perypetiach i jadłospisie będę informować.