Blog > Komentarze do wpisu

Temat zastępczy.

Ciężki dzień przede mną. Nowa bateria, którą wczoraj sprezentowaliśmy naszej wadze łazienkowej zmroziła nas... nieco. O ile Małż może cieszyć się z wyniku bo wiecznie chudy jak patyk, o tyle ja - wieczna pyza - mniej. A dzisiaj Tłusty czwartek. Nie jestem jakąś straszliwą fascynatką pączków, faworów, rurek z kremem i czego tam jeszcze - zawsze ale to zawsze zawsze po tych zakupionych w sklepach mam rewelacje żołądkowe - ból niemożebny. Ale, ale... w domu lubię zrobić pączki hiszpańskie, albo churros. I miałam taką cichą nadzieję, że apetyt i chęć zaspokojenia potrzeb cukrowych mojego Małża będą cudowną wymówką do zrobienia i zjedzenia takich pyszności. Ale ta wczorajsza waga... No way. Smażenie w domu bez okapu na 25m kwadratowych włazi we włosy, spodnie, kurtki, firany - we wszystko. Smażone tuczy, jest niezdrowe. Koniec i kropka. Ale tłusty czwartek atakuje mnie zewsząd więc odwracam swoją uwagę.
Kupiłam wczoraj w Bierdonce Azalię- drzewko, śliczne bladoróżowe za 10 złotych i dziś dokupię kolejne. Będzie się cudnie prezentowało w białych doniczkach na ciemnym dębowym parapecie.
Jakiś czas temu spragniona zapachu innego niż dymy kominów - bo tylko tym pachnie zimowa wieś - zaczęłam eksperymentować ze świecami zapachowymi. Na pierwszy ogień poszedł trójpak ciasteczkowy za 10 zł z IKEA. Ładnie wyglądają i z bliska pachną obłędnie, palą się długo, po wypaleniu zostają bardzo estetyczne szklane lampiony na tealighty. Zapach za to w skali 1-10 jest na...5 i szybko się ulatnia. Miałam trzy takie zestawy wszystkie o jednakowym zapachu. Potem zakupiłam cudnie opakowane świeczki różane też IKEA. Ceramiczny lampionik z różyczkami wokół, w środku różowy wosk o zapachu różanym:) To co poprzednio: zostają ładne lapionki na tealighty, z bliska pachną jak różany ogród, ale intensywność zapachu palącej się świecy pozostawia wiele do życzenia, według powyższej skali: 3. Teraz testuję 36 tealightów porzeczkowe bodajże też z IKEA za 10 czy niewiele więcej złotych. Pachną ładnie ale głównie zamknięte w szufladzie. Niestety w domu czuć je tylko jak już zgasną i jest to smrodek spalonego knota a nie porzeczkowy zapach wosku. Także jak poprzednio 3 i to z minusem.
Zakupiwszy ceramiczny, biały kominek we Flo nabyłam doń różany olejek. I... było dobrze. Pachnie ładnie, natężenie zapachu w zależności od ilości wlanego olejku ocena: 9.
Teraz "zasadzam" się na woski marki  Yankee Candle. Tylko mam problem - który wybrać, bo nie mam zupełnie pojęcia jak one mogą pachnieć. Boję się słodkich, ciężkich, lepkich, mdłych zapachów. I boję się, żeby na przykład zapach morski nie trącił kostką z muszli klozetowej. Na duże świece się na razie nie szarpnę bo szkoda mi pieniędzy zwłaszcza, że nie znam zapachów a ceny są... 80-90 zł. Ale zainwestuję w woski "na ślepo" na Allegro są po 6 złotych kupię więc kilka na próbę.  A w przyszłości kupię również ich marki kominek do palenia wosków bo w jednym jestem zakochana.
Zapachy, które na stałe mieszkają w moim domu, to olejki od Air Wick wkładane do kontaktu w łazience i spray "Świeże pranie" którego używam najczęściej latem w wietrzne dni spryskując delikatnie firanę.
Tymczasem korzystając z Gdańskiego słońca idę na spacer brzegiem morza, odwracając uwagę od tłustego czwartku.

czwartek, 07 lutego 2013, paniiv

Polecane wpisy